www.nagrzyby.pl » » Ciekawostki o grzybach » Na grzyby

Na grzyby

Dodał: Wiesław Kamiński (zenit)

[IMAGE] Dzięki Internetowi zbieranie grzybów stało się łatwiejsze, bezpieczniejsze oraz pod względem efektu kuchennego o wiele smakomitsze
Jest to hobby, które może pochłonąć zupełnie zarówno smakosza jak sportowca. Jeść można grzyby, o których ani byśmy pomyśleli, że są jadalne, zaś zbierackiego ducha rywalizacji zaspokoimy podczas Mistrzostw Europy

Na grzyby Dziennik Polski (27.08.2005) Galeria foto - Beskidzkie grzybobranie

Muchomory sromotnikowe (fot Zenit)

Ledwo wyszliśmy nieco pod górę, bór zaczął wyglądać kolorowo. Po lewej słońce, wpadające pomiędzy koronami świerków, podkreśla żółć kurteczki pani Kasi. Po prawej zielony kapelusz należący do pani Ani wygląda niczym prowokacja trujących zielonych zielonych muchomorów sromotnikowych. Dalej widać błękit kombinezonu pana Maćka, a w wielu różnych miejscach – koło krzaczka, za wykrotem albo na polanie, mieni się wiele kolorów, zwiastujących ludzką obecność.
Jest cisza, gdyż grzybobraniem zajmują się poniekąd zawodowcy. I mowa tu nie tylko o naukowcach z kilku polskich uczelni, ale ludzi, dla których zbieractwo to największa życiowa pasja. Co rusz ktoś coś znajduje i prezentując triumfalnie innym, wymienia nazwę znaleziska, której przeciętny konsument leśnego runa nigdy nie słyszał. Na przykład – łuszczak zmienny!
Poszukiwaniu grzybów towarzyszą zwykle emocje, gdyż grzybobranie stanowi namiastkę polowania – komentuje prof. Maria Ławrynowicz, mikolog z Uniwersytetu Łódzkiego.
Elżbieta Karasińska, która przyjechała do Międzybrodzia Bialskiego z Bytomia, wypatrzyła grzyby poprzedniego wieczoru, wprost za wynajętym przez siebie kempingiem. Teraz właśnie tam zajrzała i przyniosła dwie garście pachnących rarytasów, których kapelusze wyglądają niczym piłeczki pokryte brązowym aksamitem.
- Na Śląsku nazywają je hubkami, ale są to podgrzybki – wyjaśnia, przekrzykując szum pobliskiego wodospadu. – Mogę powiedzieć, że grzybiarstwo mam we krwi, bo w Solinie w Bieszczadach, gdzie spędziłam dzieciństwo, wszyscy chodzili na grzyby. Ja też miałam swoje polanki, które penetrowałam według kulinarnego zapotrzebowania, zbierając najczęściej borowiki, maślaki czy rydze. Dzisiaj odwiedzam las z moją niepełnosprawną córeczką, dla której jest to znakomita terapia. Spotkanie grzybiarz w Międzybrodziu Bialskim
Pośród absolwentów szkół średnich przeprowadzono ostatnio ankietę, której jedno z pytań brzmiało: Kto uczył cię rozpoznawać grzyby w lesie? Tylko jedna z blisko pół tysiąca osób odpowiedziała, że nauczyciel. Cała reszta wskazywała na dziadków, rodziców oraz innych członków rodziny i znajomych. Zenit i inni Liczba odwiedzin portalu internetowego www.NaGrzyby.pl sięga miesięcznie 60 tys. entuzjastów, zaś w okresach wysypów grzybów rośnie w błyskawicznym tempie. Autorem portalu jest Wiesław Kamiński grzyboznawca z Krakowa, prezes Stowarzyszenia Darz Grzyb, od lat stały współpracownik Dziennika Polskiego.
- Nasza strona internetowa, w odróżnieniu od innych podobnych, ma charakter niekomercyjny – wyjaśnia. – Dziś, z perspektywy pięciu lat jej prowadzenia, jestem przekonany, iż odegrała bardzo pożyteczną rolę w integrowaniu środowiska pasjonatów grzybiarstwa. W lesie każdy z nas patrzy na drugiego trochę wilkiem, jak na konkurenta, zaś Internet to forum wymiany myśli, doświadczeń i pytań, a więc miejsce zgody i porozumienia. Szybko okazało się, że internauci – grzybiarze chcą się spotykać również w świecie rzeczywistym, stąd wspólne inicjatywy, imprezy plenerowe i wreszcie powołanie stowarzyszenia, którym przyszło mi kierować.
Pan Wiesław, nazywany przez przyjaciół Zenitem, od swojego internetowego adresu, jak większość grzbiarzy przejął to hobby po ojcu, który pierwszy odkrył przed nim tajemnice leśnego runa. Zenit wspomina, że już w dzieciństwie jego grzybiarska pasja tak się spotęgowała, że będąc na wakacjach w miejscu, skąd las odległy był o 6 km, co dzień chodził tam w poszukiwaniu borowików i nie tylko.
Dorośli „zarażają” się zbieraniem często przez... żołądek. Odwiedzamy znajomych i gospodyni przynosi w pucharku garść marynowanego smakołyku albo poda jajecznicę z grzybami lub też coś z runa leśnego, zapiekane w cieście. Zjemy, powiemy: „palce lizać” i w najbliższy weekend sami drepczemy po boru w poszukiwaniu czegoś, co nadałoby się na patelnię albo bodaj do kanapki. Rasowi grzybiarze lubią pochwalić się nie tylko znaleziskiem, ale również własnym kunsztem kulinarnym. Na spotkania i zjazdy każdy prawie przywozi ze sobą zestaw słoiczków ze specjałami, którymi można zaimponować koleżankom i kolegom.
Dzięki Internetowi zbieranie grzybów stało się łatwiejsze, bezpieczniejsze oraz pod względem efektu kuchennego o wiele smakowitsze niż przed dziesięciu laty. Chcesz otrzymywać bezpłatne codzienne informacje o miejscach wysypu w całej Polsce? Wpisz swój adres e - mailowy w odpowiednią rubrykę i od jutra będziesz je miał. Chciałbyś precyzyjnie zidentyfikować znaleziony przez siebie okaz? Zajrzyj w sieć, gdzie publikowane są kolorowe zdjęcia oraz szczegółowe opisy gatunków. Nie wiesz czy można jeść sromotnika bezwstydnego? Zadaj pytanie przy pomocy infostrady, a dowiesz się, że i owszem, możesz go skonsumować, jeśli zerwiesz dopóki jeszcze znajduje się w „jaju”, czyli tzw. osłonie całkowitej.
Uczmy się...
Przez kilka dni padał deszcz, więc w weekend Beskidy Zachodnie przeżywają najazd grzybiarzy. Ich samochody stoją w każdym wolnym miejscu, bór zaś pełen jest pochylonych ludzi z koszyczkami w dłoniach. To poniekąd również skutek rozpowszechnienia informacji o obfitości runa, podawanych przez media.
- Kiedy przed kilkoma tygodniami włączałem do swojej „Trójwymiarowej prognozy pogody” codzienne wiadomości o tym, gdzie grzyby można znaleźć, nie sądziłem, że odzew będzie tak wielki – uśmiecha się red. Cezary Orzech z Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach, nazywany przez wielbicielki „poetą prognoz”. – Odbieramy mnóstwo telefonów z prośbami o szczegóły, zaś niektórzy z radiosłuchaczy, biorąc nas za specjalistów, usiłują nawiązywać dyskusje o tak skomplikowanych problemach mikologii, że wprawiają nas w konsternację.
Prof. Ławrynowicz uważa, iż polskie środowisko grzyboznawców – amatorów jest ciągle niewystarczająco zintegrowane.
- W krajach zachodnich towarzystwa skupiające miłośników grzybów są niezwykle liczne – twierdzi pani profesor. – Wydają czasopisma i broszury, w których publikują swoje spostrzeżenia i prowadzą dyskusje. Ich członkowie pozostają w stałych kontaktach z naukowcami, oraz specjalizują się w określonych dziedzinach. Te poczynania służą nie tylko rozwojowi mikologii, ale są także nieocenionym elementem upowszechniania wiedzy mikologicznej oraz zapobiegania zatruciom.
Młodych ludzi, kiedy usłyszą, że mają do czynienia z mikololgiem, interesują najczęściej grzyby... halucynogenne. Warto wiedzieć, iż uzależniają one tak samo, jak każdy narkotyk, co może doprowadzić do śmierci. Zdarzają się też przypadki, iż cwaniacy sprzedają zainteresowanym jako „hajowe grzybki”... pieczarki, nasycone trującymi chemikaliami.
Kombajn grzybowy
- Do moich ulubionych dań należą purchawki – zdradza dr Kazimierz Kopczyński z Łodzi, będący z wykształcenia jednocześnie psychologiem, ekologiem oraz geologiem. Wykopaliska, prowadzone przezeń w Górach Świętokrzyskich, zaowocowały pracą dyplomową o ewolucji grzybów od prekambru po czasy współczesne. – Purchawki trzeba jednak zerwać wówczas, kiedy są jeszcze białe wewnątrz. Jeśli pokroić je na plasterki, usmażyć na tłuszczu i przed konsumpcją posypać parmezanem, smakują znakomicie.
Grzyby odegrały przed milionami lat wiodącą rolę w „wyjściu” roślin wodnych na ląd, czego świadectwa odkrywa się współcześnie w najbardziej nieoczekiwanych okolicznościach. Nie tak dawno, w Dominikanie, znaleziono jeden z grzybów prawdziwie prekursorskich, bo sprzed 40 mln lat. Zachował się doskonale, dzięki temu, że jego kompletny owocnik – z trzonkiem, kapeluszem i blaszkami, przetrwał zatopiony w bryłce... bursztynu.
Dr Kopczyński powiada, że z psychologicznego punktu widzenia grzyby odgrywają współcześnie istotną rolę... terapeutyczną, przy czym chodzi nie tylko o to, że ich zbieranie pozwala odreagować stres codziennego życia.
Dobitnym przykładem jest Justyn Kołek, megagrzybiarz z Kęt, zwycięzca wielu zawodów oraz bohater niezliczonych reportaży prasowych, radiowych i telewizyjnych, zwany przez znajomych „Kombajnem grzybowym”. Przy każdej okazji podkreśla, że grzybiarska pasja nadzwyczaj skutecznie wyleczyła go z alkoholizmu.
O sukcesach zbierackich pana Justyna krążą po kraju legendy. On sam przyjął taką technikę grzybobrania, że wychodzi na szczyt góry, żeby dać czas na zbieranie wszystkim innym pasjonatom, którzy wybrali się do lasu. Sam sięga po okazy idąc od góry i nigdy nie wraca z pustym koszykiem.
- Rekord? – zastanawia się przez chwilę. – Pięć lat temu zebrałem pewnego poranka 600 sztuk borowika szlachetnego. Gdybym miał jeszcze dwa kosze oraz dwie dodatkowe ręce, przyniósłbym do domu dwa razy tyle. Rocznie jem może z 10 grzybów... Resztę rozdaję znajomym.
Prawdziwy mistrz zbieractwa po produkt na wigilijną zupę wybiera się w... Wigilię.
- Od listopada do stycznia zbieram grzyby w Lesie Łagiewnickim znajdującym się w granicach Łodzi – mówi dr Kazimierz Kopczyński. – W Nowy Rok znalazłem kilkanaście sztuk lejkówki zimowej, rosnącej w gruncie!
Justyn Kołek zachwala boczniaki ostrygowate, rosnące chętnie zimą na pniach buków. Można je smażyć w panierce, jak kotlet albo też drobno pokroić i gotować jako grzybowe „flaczki”.
Legendy wigoru
Pałaszujemy jajecznicę, z grzybami oczywiście. Jest pyszna, zaś posiekane drobno i przysmażone kawałeczki shiitake przypominają w smaku młodą cielęcinę. Ów grzyb, wyglądający niczym jasnobrązowa pieczarka, od tysięcy lat hodowany jest w Chinach na pniach drzew. Azjaci po dziś dzień powiadają: „Zjedz jednego shiitake dziennie, a będziesz zdrowy i pełen wigoru”.
Cezary Kurowski z farmy grzybów w Gałązkach Małych, położonych w Wielkopolsce, prezentuje coś, co wygląda niczym cztery złożone razem białe cegły. Bryła kojarzy się z żywym organizmem, bowiem cała pokryta jest... grzybami!
- Pomysł na biznes tego rodzaju wziął się z grzybiarskiej pasji mojej i wspólnika – mówi pan Cezary. – Obaj lubimy zbierać grzyby, więc wymyśliliśmy, żeby je... sadzić. Ewolucja naszego przedsięwzięcia spowodowała, że produkujemy kostki, stanowiące wysokowydajne podłoże do hodowli grzybni, składające się z 11 składników. Polska uważana jest za bardzo obiecujące miejsce produkcji, bowiem Polacy lubią konsumować grzyby, zbierają je i coraz częściej hodują.
Choćby i w domu, bowiem kostkę położyć można na półce w łazience i mieć smakołyki na co dzień. Cenne właściwości shiitake przesądziły o jego popularności w krajach Zachodnich. Aż 80 proc. polskiej produkcji wysyła się na eksport, również i dlatego, że to produkt drogi, za który trzeba zapłacić 50 złotych za kilogram.
Na stronach internetowych, w katalogach i broszurach wymienianych jest wiele grzybów, którym przypisuje się działanie lecznicze. Z drugiej strony jednak, coraz częściej słyszmy ostrzeżenia, iż są to organizmy szczególnie chłonące toksyny, zwłaszcza metale ciężkie.
- Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Prowadzimy dopiero szczegółowe badania tej kwestii – mówi Krzysztof Chudzyński, doktorant z Uniwersytetu Gdańskiego, który przyjechał w Beskidy zebrać grzyby do analizy.
Każdy człowiek zajmujący się grzybami marzy o tym, żeby znaleźć okaz i nie chodzi bynajmniej o rozmiar kapelusza.
Dr Kopczyński wspomina z atencją skamieniałości grzybów, odnalezione własnoręcznie podczas wykopalisk, ale ma na swoim koncie również współczesny sukces. Odkrył mianowicie, we wspomnianym Lesie Łagiewnickim, jedno z trzech stanowisk oryginalnego gatunku grzyba o łacińskiej nazwie: Melanoleuca verrucipes. Okaz prezentuje się niezwykle ciekawie – kapelusz przypomina swym kształtem muchomora, ale jest biały, tak samo jak blaszki. Biel trzonu natomiast ozdabiają... czarne kropki.
Wiesław Kamiński zgromadził bogatą dokumentację fotograficzną grzybów występujących w Polsce i ciągle ją uzupełnia.
- Dzięki portalowi otrzymuję na bieżąco informacje o występowaniu interesujących mnie grzybów w określonych miejscach - stwierdza. - Niebawem wybieram się na przykład fotografować gąski siarkowe, gdyż nie mam ich dobrego zdjęcia. Chciałbym wydać w przyszłości atlas grzybów polskich, uważam bowiem, że nie ma u nas naprawdę dobrej książki tego typu. W księgarniach kupić można najczęściej tłumaczenia prac zagranicznych.
Co będą robili najbardziej zacięci grzybiarze we wrześniu? Wezmą urlop i pojadą w Bory Dolnośląskie, gdzie po raz dziewiąty odbędzie się Święto Grzybów Węgliniec połączone z Mistrzostwami Europy w Zbieraniu Grzybów. Cóż, mistrzem chciałby zostać każdy...

Adam Molenda
 
adres tej wiadomości: www.nagrzyby.pl/index.php?artname=news&artmid=content&id=2510