» Wyprawy na grzyby - 2004 » Relacja z wyprawy do Farmy Grzybów w Gałązkach Małych

Relacja z wyprawy do Farmy Grzybów w Gałązkach Małych

Dodał: Wiesław Kamiński (zenit)

 
[IMAGE] Gdzieś jeszcze na początku listopada, w czasie rozmowy na GG, zostałem zaproszony na Farmę Grzybów w Gałązkach Małych. Mimo że Kraków od Gałązek Małych dzielą setki kilometrów (dokładnie 335), obiecałem, że na pewno przyjadę... i przyjechałem.

Galeria foto relacja + potrawy
Galeria foto shiitake
Przepisy kulinarne z grzybami Shiitake

Gdzieś jeszcze na początku listopada, w czasie rozmowy na GG, zostałem zaproszony na Farmę Grzybów w Gałązkach Małych. Mimo że Kraków od Gałązek Małych dzielą setki kilometrów (dokładnie 335), obiecałem, że na pewno przyjadę... i przyjechałem. Jako że miałem 2 dni urlopu, wybrałem się do Gałązek już w piątek rano. Po drodze chciałem koniecznie znaleźć w mijanych lasach ostanie jesienne grzyby, szczytem marzeń było znalezienie jednego prawdziwka i odebranie buskowianom tytułu najpóźniejszego prawdziwka tego roku...
Niestety, mimo że po drodze było kilka ładnych kompleksów leśnych, nie udało mi się znaleźć upragnionego prawdziwka, ale za to mogę się pochwalić jednym sukcesem: mknąc swoim Tikusiem z prędkością 80km/godz., kątem oka zobaczyłem na ściętym pniu drzewa rosnące zimówki... Oczywiście ostre hamowanie, wsteczny i już pomyślałem sobie, że to nie przyjadę do Gałązek z pustymi rękami... Nie spieszyło mi się bardzo do Gałązek, gdyż wiedziałem, że gospodarze będą późno po południu na farmie. Wyjechałem o godzinie ósmej rano, po drodze odwiedziłem Klasztor ma Jasnej Górze, kilka sklepów... zaopatrzyłem się nawet w marynowane grzybki pewnej grzybowej firmy, która bez mojej zgody na swoich produktach zamieściła moje zdjęcia... Zastanawia mnie, czy w dobie aparatów cyfrowych, telefonii komórkowej, jest problem, aby mieć swoje zdjęcia i tylko swoje wykorzystywać w celach komercyjnych... Widać łatwiej coś brać jak swoje nie pytając o zgodę...
Gdy dojeżdżałem do, jak to mówią Pyrlandii, słońce było tuż nad horyzontem – zachód słońca w Gałązkach Małych długo będę pamiętał, bo był bardzo piękny...
Jak już wspomniałem, dla gospodarzy przywiozłem znalezione zimówki, a z Krakowa zabrałem suszone smardze i niebieskie grzyby (wzbudziły duże zainteresowanie i smakowały wyśmienicie, były to gąsówki nagie).
Nasza kolacja była bardzo wykwintna i prosta zarazem, kawał mięsa był duszony w smardzach... Efekt był niesamowity, a smak długo wspominaliśmy popijając regionalnym Lechem (wiadomo Pyrlandia).
Gospodarze poczęstowali mnie też nalewką Shiitakówka, która smakowała równie wykwintnie jak mięsko ze smardzami... Potem długie rozmowy o produkcji grzybni i uprawie shiitake. Dowiedziałem się na ten temat bardzo dużo i przy okazji rozważaliśmy możliwość uprawy smardzów. Myślę, że zasób wiedzy i literatura w jakiej posiadaniu są gospodarze tej farmy, dają 100% szansę sukcesu na uprawę smardzów. Jako że sam już eksperymentuję w tej uprawie, gospodarzom przywiozłem moją grzybnię smardzów (kora przerośnięta grzybnią).
Moja grzybna kora została na drugi dzień uroczyście posadzona pod jednym z drzew na farmie. Czy coś tam wyrośnie, pewnie przekonamy się na wiosnę...
Moim marzeniem jest, aby można było uprawiać smardze niezależnie od pory roku... oglądałem w jednej z książek z biblioteki farmy kuwetę rosnących smardzów. Myślę, że jeśli udało się to w USA to uda się i w Polsce... Ogień w kominku dogasał, pogawędki trwały nadal... ale pora iść już spać, jutro też jest dzień... Sobotni dzień miał stać pod znakiem potraw z shiitake... nie znałem jeszcze smaku shiitake, ale gdy tak wiele dobrego dowiedziałem się o nich, mogłem być pewny, że będą równie smaczne jak moje smardze....
Sobotni ranek – robimy jajecznicę z shiitake, kroimy grzybki, dusimy na masełku, potem jajeczka i pyszna jajecznica ląduje na talerzykach... smakuje wybornie. Gopodarze gospodarstwa na popołudniową część dnia obiecują ich ulubione danie - shiitake z serem pleśniowym i makaronem. Abym w Pyrlandii poczuł się bardziej swojsko, w sobotnie popołudnie królowało piwo marki Żywiec... ja w zamian poczęstowałem gospodarzy greckim napojem alkoholowym z 5 gwiazdkami... Zwiedzanie gospodarstwa, rozmowy na temat uprawy shitake... i nie wiadomo kiedy zrobiło się późne popołudnie... Na początek grzybowych dań zaproponowałem zjedzenie znalezionych po drodze zimówek... rozgrzane masełko, a na nim lądują obrane zimówki... potem sól i pieprz odrobina śmietany i danie gotowe. Gospodarze z pewnymi obawami kosztują moje zimówki, ale z każdym kęsem smakują im bardziej... Teraz pora na specjalność zakładu gospodarzy - shitake z serem pleśniowym i makaronem – wielką zaletą tego dania jest krótki czas przyrządzania, nie wspomnę o smaku, który jest doskonały i każdemu smakoszowi prostych a wykwintnych smaków polecam...
Okazuje się, że popołudniowe grzybowe atrakcje nie kończą sobotniego wieczoru... okazuje się, że gospodarze zapraszają mnie na ognisko w środku lasu... Jedziemy parę kilometrów za Kalisz, do znajomych gospodarzy. Gdy jesteśmy na miejscu, ognisko wesoło płonie, na niebie gwiazdy i kolędowanie... atmosfera miła tym bardziej, że wśród uczestników ogniska wielu miłośników grzybobrań. Dowiaduję się np. że okoliczna ludność na wiosnę zbiera babie uszy (piestrzenice kasztanowate), nic nie robiąc z ostrzeżeń, że jest to grzyb trujący... Dowiaduje się też, że występuje w tych lasach piaskowiec modrzak (z opisu grzybiarza wynikało, że chodzi o ten gatunek).
Krótkie pożegnanie się z uczestnikami ogniska i jedziemy z powrotem na farmę grzybów. Płonący kominek rozmowy, rozmowy... na temat smardzów i shiitake.
Gdy wstajemy w niedzielny poranek, na dworze jest biało i mroźno. Śniadanko, pakowanie bagaży, wśród których znajdują się kostki z zaszczepioną grzybnią shiitake (obecnie obserwuję wzrost pierwszych grzybków).
Pożegnanie z gospodarzami i wiem, że nie była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu... liczę, że na wiosnę spotkamy się tu z innym członkami klubu miłośników grzybów... Gałązki Małe leżą w centralnej części Polski, wszyscy mają podobną drogę do tej miejscowości... może np. Paweł z Kołobrzegu odwiedzi nas też w czasie wiosennego spotkania... Wyjeżdżam z białych, mroźnych Gałązek i wiem, że za parę miesięcy zjawię się tu na pewno... wymienię się moimi pierwszymi doświadczeniami w uprawie amatorskiej grzybów shiitakę.
Zenit
 
Komentarzy (0) | 22.12.2004 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.