www.nagrzyby.pl » Niusy » Wyprawy na grzyby - 2012 » Truflobranie na Węgrzech

Truflobranie na Węgrzech

Dodał: Monika Bielka-Vescovi

Galeria foto
Truflobranie marzyło nam się już od wielu lat. W tym roku dzięki kilku zbiegom okoliczności oraz nieocenionej pomocy Zenita i Mariki udało nam się to marzenie spełnić. Wyruszyliśmy  późnym po południem (jak się później okazało za późnym) zapakowawszy cały dobytek czyli naszą pięciomiesięczną córeczkę i psa. Pogoda była wspaniała, droga również. Jechaliśmy jednak dość długo, bo gdzieś tam naprawiali drogę, korek tu tam i ówdzie i tak zeszło. Do Miszkolca dojechaliśmy już późną nocą gdzie przy okazji złapała nas policja.



Szczęście jednak nam sprzyjało, kiedy policja węgierska  nie nawiązała z nami nici porozumienia, bo ani my po węgiersku ani oni po angielsku, pojechaliśmy dalej. Do Buukenkereszt dojechaliśmy ok. 11 niestety nie mogliśmy znaleźć domu w którym mieliśmy zamieszkać przez kolejne kilka dni. Na ulicach pusto jak to bywa o takiej porze a na domach po prostu nie mogliśmy znaleźć żadnego numeru. Już mieliśmy zrezygnować i pojechać do hotelu gdy przejeżdżając obok jedynej otwartej o tej godzinie knajpy w mięście zdecydowaliśmy się zasięgnąć języka. W środku trzy osoby barmanka i dwóch klientów. No i szczęśnie znowu nam sprzyja jeden z klientów okazał się synem właścicielki mieszkania a drugi mówił po angielsku. Tak też trafiliśmy do Valiki.

 Rano zbudziło nas wspaniałe słońce a że przyjechaliśmy jeszcze dzień przed festiwalem cieszyliśmy się urokami cichego miasteczka. Poznaliśmy kilka osób ze stowarzyszenia grzybiarzy z którymi umówiliśmy się na następny dzień. Później pojechaliśmy na grzybobranie, znaleźliśmy kanie, które w tym czasie licznie obrodziły w górach Buuk i podziwialiśmy piękne widoki jakie czają się za zakrętami malowniczej drogi do Egeru.  Ponieważ w naszym wakacyjnym mieszkanku była kuchnia, usmażyłam na kolację kanie. Były niezwykle smaczne, ponieważ kanie które znaleźliśmy były bardzo mięsiste i miałam wrażenie, że miały dużo więcej smaku niż te które znajdujemy w Polsce. Do tego węgierskie marynowane papryczki, salami i butelki lokalnego Egri Bikaver. Na drugi dzień rano wyszłam na spacer z psem i wpadłam na liczne kramy i kramiki z lokalnymi produktami i rękodziełami rozstawione na głównej ulicy – rozpoczął się festiwal. Najciekawszym stoiskiem było stoisko oczywiście z grzybami. Były tam masełko truflowe i olej truflowy i kawior z trufli jak również suszone smardze i lejkowce dęte. Były też dżemy z truflami. Wszystko to w całkiem przystępnych cenach. Wydaje mi się, że suszone smardze pomieszane były z suszonymi smardzówkami ale głowy nie dam. Po zrobieniu zapasów grzybowych pognaliśmy dalej oglądać wystawę grzybów i konkurs gotowania grzybów. Chcieliśmy pójść na grzybobranie ale okazało się, że w całych przygotowaniach do wyprawy zapomniałam najważniejszego czyli nosidełka dla dziecka a wyprawy były długie i jak nam powiedziano po trudnym terenie. Nic to mieliśmy już plan B.

 Dziwnym zbiegiem okoliczności nasz przyjaciel Zbyszek Kmieć w tym właśnie dniu przyjechał na Węgry by spotkać się z mistycznym Imre Kalo, najwybitniejszym węgierskim winiarzem. Szczęcie nas nie opuszcza Zbyszek zaprosił nas na tą właśnie degustację. A ponieważ dla Zbyszka Węgry to drugi dom zabrał nas na wycieczkę po Egerze. Pierwszy przystanek to o dziwo OBI i ale nie, nie wchodzimy do OBI tuż przed molochem znajduje się malusieńka budka w której sprzedają pyszne węgierskie wędliny z Mangalicy. Pani z okienka uśmiecha się do Zbyszka, rozpoznaje stałego klienta. Następny przystanek to stare miasto. Przechodzimy małymi krętymi uliczkami co chwila stając tu i ówdzie. A to napiliśmy się moszczu z wodą sodową w winebarze a to zjedliśmy węgierską zakąskę z ciasta francuskiego na słono i słodko (tylko za nic nie pamiętam jak się nazywała). Później wpadliśmy na Olasrieslinga do Imoli jednej z najlepszych restauracji Egeru. I tu jakże było przyjemnie, kelner nie tylko potrafił świetnie i bez zadęcia otworzyć wino ale jeszcze o nim opowiedzieć po angielsku. Na koniec jaszcze lody tradycyjne, pyszne kremowe o smaku limonki melona.

W  końcu jedziemy do Imre, krętą drogą, wśród winnic przy zachodzącym słońcu. Winorośle mienią się kolorami jesieni jest przepięknie. Wchodzimy do piwnic Imre Kalo. Degustacja już trwa a Imre częstuje nas beczkową próbką - trzyletnim chardonnay z beczki akacjowej. I tu zaskoczenie. Wino jest wspaniałe, świeże z uroczą nutą mirabelki i brzoskwini oraz wspaniałym długim fniszem i nadal w beczce jeszcze nie gotowe. Zaskoczeń było więcej 2005 różowe Cabernet Sauvignon jeszcze nie zabutelkowane, delikatne  ze rześką nutą wiśni i maliny, też nie gotowe. Międzyczasie zaproszono nas na kolację gulasz z dziczyzny z estragonem. Absolutnie wspaniały – estragon dodawany do gulaszu to nowe doświadczenie, które na stałe zagości w mojej kuchni. Po kolacji koncert skrzypcowy. Syn Imre piękne gra a nasza córeczka która wprost uwielbia muzykę nie przestawała się cieszyć i piszczeć w takt muzyki. Niestety nas czas już dobiegał końca. Musieliśmy zabrać maluszka do domu. Ale wspomnienia zostają. Było po prostu pięknie.

Następnego dnia kolejne wspaniałości –truflobranie. Szef związku grzybiarzy w Miszkolcu ma wyżła truflarza. Zebrała się grupa z którą poszliśmy szukać tych magicznych grzybów. Przyjemnie było obserwować jakie wspaniałe relację panują między psem i  jego właścicielem.  Było z nami jeszcze kilka innych psów. Dwa z nich spisały się na medal, znalazły trufle choć jeszcze było wcześnie w sezonie. W nagrodę dostały przysmaki a my mogliśmy przyglądać się ich pracy. Ponieważ dostaliśmy jedną trufelkę stała się ona punktem kulminacyjnym naszej rocznicowej kolacji. Bo cały wyjazd był z okazji  10-tej rocznicy naszego ślubu. Po południu znów wybraliśmy się na kanie, były też opieńki, które na drugi dzień rano były dodatkiem do jajecznicy.

W poniedziałek pojechaliśmy do Tokaju, było tak blisko, że żal byłoby się nie wybrać do krainy najwspanialszych słodkich win świata. Tu zaproszeni zostaliśmy na degustację do jednej z najstarszych winiarni w Tokaju Hétszőlő. Degustację rozpoczęliśmy w winnicy obserwując szlachetną pleśń zawiązującą się na gronach Furmintu i Hárslevelű. Później degustacja w winiarni. Oprócz wielu win, które degustowaliśmy warto wspomnieć 5 putonowy Tokaj z wybitnego rocznika 2001 ze wspaniałą nutą miodu, orzechów włoskich i rodzynek  oraz absolutnie wspaniałą Essencię z tego samego rocznika – suszone morele, esencja z herbaty, miód akacjowy - o nieskończeni długim finiszu.
Idealne pogoda mnóstwo wrażeń i piękne kolory jesieni w drodze powrotnej. Było wspaniale.

 
adres tej wiadomości: www.nagrzyby.pl/index.php?artname=news&artmid=content&id=5951