Niusy » Wyprawy na grzyby - 2012 » W krainie kapeluszy - niedziela z Markiem

W krainie kapeluszy - niedziela z Markiem

Dodał: Piotr (Nadir)

 

Na grzybach z MarkiemGaleria foto - Marek Z
Galeria foto - Grzybozbieracz

Przyszedł nareszcie czas, aby spotkać sie z Markiem - mistrzem grzybowej fotografii i wspólnie powędrować w poszukiwaniu pachnących leśnych smakołyków. W końcu przecież mieszkając na tej samej ziemskiej półkuli... Wink



W niedzielny poranek  - skoro świt opędzlowałem szybko śniadanko i chwilę póżniej stałem już na baczność w gumowcach, z koszykiem w dłoni i wyglądając przez okno nadjeżdżającego autka. Dobrze że ja, gumowce, koszyk i cała reszta grzybiarskich drobiazgów - staliśmy już w szyku bojowym, bo wtem zjawił się Marek.

Około siódmej wyruszyliśmy na spotkanie z lasem. Ku mojej wielkiej radości Marek postanowił pokazać mi kilka pięknych i grzybodajnych miejsc. Rankiem było w lesie dość zimno i co nieco zmarzliśmy, ale widok coraz to napotykanego grzybka rozgrzewał nas wystarczająco i zachęcał do dalszej wędrówki. Przez jakiś kwadrans nawet próbował nas z lasu pozbyć się deszcz ...ale zwątpił na widok grzybowych maniaków, zawstydził się i otarł swoje rzęsiste łzy.

Po kilku zimnych dniach i sobocie - dniu plądrowania lasów, niedziela nie rozpieszczała nas grzybami. Jednak coś tam udawało się znaleźć.
Marek pokazywał mi coraz to nowe miejscówki, w których zawsze udawało nam się wspólnie coś wytropić. Muszę tutaj się przyznać, że Marek był nie tylko prowodyrem naszej dwuosobowej bandy, ale także totalnie wyprzedzał mnie w umiejętności wypatrywania grzybów. Wspólne zbieranie szybko zaczęło się sprowadzać do tego, że Marek co chwila wołał mnie i wskazywał miejsce, gdzie coś wypatrzył. Ja tym czasem musiałem się wykazać i wypatrzeć to, co Marek już od paru chwil dobrze widział

 

 

Ponieważ w większosci przypadków znajdowane grzybki były malutkie (głównie podgrzybki) - miałem czasem problemy z wypatrzeniem tych kurdupli, ale dzielnie walczyłem do końca

Podczas naszej kilkugodzinnej wędrówki rozmawialiśmy właściwie - jak nie trudno się domyślić - głównie o grzybach
Bardzo miło upływał mi ten czas wspólnej wędrówki i grzybowych rozmów - do tego stopnia, że około godziny trzynastej myślałem, że jest dopiero po dziesiątej...

 

 

 

Marek przekazał mi sporo cennych wskazówek jak grzybasy wyszukiwać, szczególnie podobała mi się lekcja szukania gąsek zielonek i siwek. Tam gdzie dopiero co przeszła szarańcza grzybiarzy i przeczesała gąskowy las - Marek ze stoickim spokojem najpierw przyglądał się powycinanym ze ścółki resztkom trzonków, oznajmiając mi czy to była gąska, gołąbek czy coś jeszcze innego. Po chwili rozglądał się wokół uważnie i ...pokazywał mi gdzie mam pogrzebać obok w ściółce. Ja z kolei - podtrzymując szczękę kabłąkiem od koszyka (bo ciągle mi z wrażenia opadała) - odgrzebywałem we wskazanych miejscach gąski zielonki, gąski niekształtne...

 

 

 

Oprócz lekcji jak rozprawiać się z ukrywającymi się gąskami, Marek przekazał mi trochę cennej wiedzy na temat focenia. Ot niby proste wskazówki i szczegóły, ale jak zawsze - diabeł tkwi w szczegółach.
Tak więc pomiędzy chwilami radości, gdy znależliśmy kolejnego grzybasa - namiętnie ćwiczyłem "fotografię artystyczną", czyli robienie fotek tak, aby były miłe dla oka, a nie wyglądały jak atlasowa dokumentacja grzyba. Takie "dokumentacyjne" fotki także robiłem - jak zawsze, ale te już w miarę dobrze umiem produkować, a te z odrobiną artyzmu i smaku - to były moje pierwsze takie eksperymenty.W sumie naklepałem prawie 200 fotek i żeby już Was nie zadręczać galerią-gigantem, mocno okroiłem swoją foto produkcję.

No cóż - "pierwsze koty za płoty" - co mi z tego wyszło, to już nie mnie oceniać, przyjmę z pokorą wszelką krytykę

Cały nasz zbiór widoczny na fotkach okazał się na koniec "moim" zbiorem, gdyż Marek podarował mi wszystkie znalezione grzybowe pychotki. Jak się później okazało, nieźle się wycwanił, bo miał z głowy wieczorne ślęczenie nad koszykiem i przy garach
Mnie przy grzybowej zabawie zastały późne godziny. Choć grzybów nie było ogromnie dużo, to spory był asortyment i sporo czasu mi zajęło podzielone na etapy marynowanie. Ale zaparłem się, że muszę te zielonki oraz siwki zamarynować każde osobno, bo zielonek to jeszcze nigdy nie uciułałem chociaż jednego słoiczka (zawsze znajdowałem pojedyncze egzemplarze i to chyba raczej przypadkiem), a siwek to jakem żyw - z bliska na oczy nie widziałem
Pozostałe grzybaski - częściowo trafiły do słoiczków, a częściowo do zamrażarki.

Potem byłem już tak padnięty,że musiałem darować sobie napisanie relacji, która na swoje zaistnienie musiała poczekać do chwili obecnej...

Żeby już nie przedłużać - zapraszam do obejrzenia obu galerii:

 

 Galeria foto - Marek  Galeria foto - Grzybozbieracz

 

 
Komentarzy (7) | 15.10.2012 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.