Niusy » Grzybobrania w 2009 roku » Po grzybki na zupkę.

Po grzybki na zupkę.

Dodał: Robert Król

 

Galeria foto
Otwieram oczy, i ziewając obracam głowę w kierunku okna.
Jest mglisto, o parapet delikatnie uderzają drobne krople deszczu. Kurcze, przecież
wczoraj było tak pięknie, słonecznie. Zerkam na zegar, dochodzi ósma. Jeszcze chwilka
w ciepłej pościeli i zwlekam się z łóżka. Honorata niech jeszcze troszkę pośpi....



....Gorąca kawa na przebudzenie, robię kanapki, do termosu również kawa, butelka mineralnej z sokiem
malinowym. To wszystko pakuję do plecaka zastanawiając się co nas dzisiaj czeka na stokach góry Liwocz.
Krzątam się po domu, czekam na Honoratę, nie chcę jej budzić, niech sobie pośpi.
Po dziesiątej w końcu wyruszamy w drogę, jesteśmy ciekawi jakie znajdziemy grzyby.
Na miejscu ubieramy kurtki przeciw deszczowe, to konieczność, krzewy i gałęzie drzew mokre od deszczu,
nie chcemy na samym wstępie przemoknąć. Las trochę ucierpiał w ostatnich dniach, mnóstwo połamanych
drzew, a gleba przesiąknięta wodą. Brniemy przed siebie rozglądając się w koło. Grzybów różnego gatunku
jest dużo. Najwięcej chyba Muchomora czerwonego. Kiedy zatrzymujemy się na krótki odpoczynek
dochodzimy do wniosku że tutaj, w okresie kiedy spadł pierwszy śnieg, musiał być lekki przymrozek.
Tak nam się wydaje, gdyż niektóre gatunki grzybów, w tym kilka opieniek które spotkaliśmy, wyglądają
jakby były zmrożone. Honorata znajduje pięć niewielkich Borowików, mnie się nie udaje znaleźć ani jednego.
Ale to nic, rozglądam się i robię zdjęcia, choć warunki niezbyt ciekawe i sporo fotek mi po prostu nie wychodzi,
nie mogę sobie poradzić z brakiem światła. W pewnym momencie słyszę krzyk Honoraty, o mało nie weszła
na zaskrońca, jest duży, niestety wyszło tylko jedno zdjęcie i to z lampą, a tek tego nie lubię.
Jeszcze raz usłyszałem jej krzyk, tym razem jednak była to gałązka drzewa, jest przewrażliwiona na punkcie
węży. Spotykamy na swojej drodze trzy salamandry, jednej robię zdjęcie i dreptamy dalej.
Może kiedy będą ciepłe noce, za kilka dni pokażą się jeszcze Borowiki, liczymy na to.
Po trzech godzinach decydujemy się wracać, a po drodze wstępujemy na naszą łączkę "kołpakowatą",
i tu miłe zaskoczenie. Po dwóch dniach nieobecności ponownie sypnęło Czernidłakiem kołpakowatym,
więc kolacja będzie wyborna, uczta dla podniebienia. Na jednym ze zdjęć pokazuję Wam tą łączkę, pisałem
o niej na forum.
Po powrocie do domu podział obowiązków. Honorata dusi kołpaczki na maśle i pakuje je do czterech
litrowych słoików, czyści zebrane w lesie grzyby, ja w tym czasie kończę malować kuchnię, tak po troszku
odświeżamy mieszkanie, potem gorąca kąpiel i ja biorę się za gotowanie zupy grzybowej. A grzyby ?
Są Borowiki, Rydze, Maślaczek pieprzowy, Kolczaki, Pieprzniki trąbkowe, nie ma ich wiele, lecz na zupę
w sam raz, a zupa z mieszanych grzybów jest boska.
I tak nam minął ten dzień, a teraz siedzę pisząc tego newsa by się z Wami podzielić tą chwilą radości,
jaką daje spacer po leśnych stokach.

 
Komentarzy (7) | 23.10.2009 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.