Niusy » Poznajemy Polskę na dwóch kółkach. » Dolny Śląsk na dwóch kółkach – wyprawa trzecia

Dolny Śląsk na dwóch kółkach – wyprawa trzecia

Dodał: Gwiton

 


W drugi majowy weekend pogoda była wspaniała. Zaplanowaliśmy wycieczkę na „kolorowe jeziorka” w okolicach Marciszowa. Liczyliśmy się jednak z faktem, że byłaby to trasa dłuższa, niż dotychczasowe. Dlatego pozostawiliśmy sobie drugą opcję do wyboru, bardziej swobodną.



Do Strzegomia pojechaliśmy tradycyjnie szynobusem. Stamtąd przez wioski, ponownie wśród pól kwitnącego rzepaku dotarliśmy do Bolkowa, gdzie na wzgórzu, nad miastem wznoszą się wspaniałe ruiny średniowiecznego zamczyska. 
Przez centrum miasteczka, wąskimi uliczkami przedostaliśmy się przed zamkową bramę.

   

Historia: 
Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1277 roku kiedy to książę legnicki Bolesław II Łysy zwany Rogatką stwierdza „...castro nostro...”. Jednak samo powstanie zamku gotyckiego wiąże się z panowaniem Bolka I. W tym okresie powstaje prawdopodobnie wieża dziobowa albo klinowa. Jest ona jedynym przykładem tego typu budowli w Polsce. Jej pierwowzorów należy szukać we Francji i Czechach gdzie pojawiają się w XIII wieku. Wysokość wieży wynosi dziś 25 m. Pierwotne wejście do niej znajdowało się na poziomie pierwszego piętra, dziś prowadzi do niego drewniany krużganek. W przyziemiu znajduje się tzw. loch głodowy, do którego można było dostać się jedynie z góry. Natomiast wejście na wyższe kondygnacje umożliwiają schody umieszczone wewnątrz grubego na 4,5 m. muru. 
Do zamku prowadził system bram. Zewnętrzna murowana połączona szyją bramną z drugą wewnętrzną, znajdującą się przy dzisiejszej cysternie. Dalsza gotycka rozbudowa przypada na okres panowania dwóch książąt Bernarda oraz Bolka II. Prowadzona najprawdopodobniej etapami, doprowadziła do połączenia istniejących skrzydeł zabudowy w jeden budynek mieszkalno-gospodarczy. Komunikacja odbywała się przy pomocy schodów i ganków zewnętrznych. 
W tym też czasie następuje dalsza rozbudowa umocnień bram oraz murów zewnętrznych zamku gotyckiego. Z tego okresu zachowało się niewiele elementów wystroju architektonicznego. Są to portale na parterze, dwudzielne okno wychodzące na dziedziniec na wysokości trzeciej kondygnacji, czy też wewnątrz okienko w kształcie koniczyny. 
Ostateczny kształt zamek uzyskuje w XVI wieku. Rozbudowę rozpoczęto w 1540 roku, a kierował nią znany architekt Jakub Parr. Powstaje wówczas nowy budynek mieszkalny zwany dziś Domem Niewiast, połączony nowo wzniesionym krużgankiem z istniejącymi zabudowaniami. Następuje również przebudowa dawnego budynku mieszkalnego nadająca mu renesansowy charakter. W tym czasie ma miejsce rozbudowa zewnętrznych linii fortyfikacji przystosowanych już do broni palnej. Powstają dziedzińce zewnętrzne wraz z systemem murów obronnych i bastei. W sumie w wyniku przebudowy zamek zajmował powierzchnię 7.600 m2 i należy go zaliczyć do największych. W swojej historii zamek bolkowski był wielokrotnie oblegany. W 1245 roku wojska czeskie pod dowództwem rycerzy z Czernej na próżno czterokrotnie szturmowały jego potężne mury. Nie został również zdobyty w czasie wojen husyckich przewalających się przez Śląsk. 
Dopiero w 1463 roku zostaje wzięty szturmem przez króla czeskiego Jerzego z Podjebradu, który osadza na nim rycerza Jana z Czernej. 
Zasłynął on wkrótce z rozbojów i grabieży, co spowodowało, iż zamek został oblegany, a następnie zdobyty przez mieszczan wrocławskich i świdnickich w 1468 roku, a sam rycerz został powieszony. Po przebudowie wielokroć oblegany, w czasie wojny trzydziestoletniej zostaje zdobyty przez Szwedów w 1646 roku po uszczupleniu załogi do 40 knechtów. 
Zamek wówczas znacznie ucierpiał. W 1703 roku zostaje zakupiony przez Cystersów z Krzeszowa. Po sekularyzacji zakonu w 1810 roku przechodzi na własność skarbu państwa. Opuszczony powoli staje się ruiną. W 1885 roku rada miasta zezwala na częściową rozbiórkę murów. Odbudowę zamku rozpoczęto w pierwszej połowie XX wieku. Przerwana wstrząsami dziejowymi została wznowiona w 1994 roku. 
W 1995 roku na zamku powstaje stowarzyszenie pod nazwą Bractwo Rycerskie Zamku Bolków, stawiające sobie za zadanie wskrzeszenie dawnej jego świetności poprzez organizowanie Turniejów Rycerskich, występów teatrów, koncertów muzyki dawnej i tańca dawnego. Bractwo bolkowskie jest organizatorem turnieju rycerskiego, który jest jednym z największych, najbardziej prestiżowych w kraju. Odbywa się zawsze w ostatnią sobotę i niedzielę czerwca. Podobnych imprez w ciągu roku jest kilka, a każda z nich to próba stworzenia festiwalu kultury średniowiecznej. 
Przebywający na bolkowskim zamku turysta często spotkać może rycerzy i giermków doskonalących swoje umiejętności w posługiwaniu się mieczami, toporami i innym średniowiecznym orężem. Nierzadkim widokiem są damy dworu tańczące na dziedzińcach zamkowych przy dźwiękach muzyki śre4dniowiecznej. Stwarza to namiastkę ożywienia, daje poczucie życia zamku, w którym nadal tkwi klimat minionych lat i tamta atmosfera. 
Źródło: http://www.zamek-bolkow.info.pl/content.php

   

Wprowadziliśmy rowery na zamkowy dziedziniec i ustawiliśmy je w pobliżu ogrodzonego lochu głodowego. Do naszych uszu docierała muzyka przygrywająca w zamkowej knajpce. Jej dźwięki nadawały wizycie na zamku specyficznego klimatu i powiem szczerze, że spodobał się nam ten akcent. Na jednej z internetowych stron spotkałem się z opinią, że tzw. muzyka historyczna jest tam nie na miejscu. Każdy ma swoje zdanie i ja pozostanę przy swoim… Poza tym, na zamku, co roku odbywa się festiwal Castle Party, który ściąga nieprzebrane tłumy fanów muzyki gothic z całej Europy.

   

Trochę czasu spędziliśmy na dziedzińcu, utrwalając na matrycach aparatów, zabytkowe ruiny. Mury zdawały się pachnieć wieloma wiekami historii. To się po prostu tam czuło... 
Weszliśmy również na wieżę, z której, przy tak sprzyjającej pogodzie roztaczają się przepiękne widoki, na samo miasteczko jak i okoliczne wzgórza. Można bez problemu również dostrzec, oddalone o około 2 kilometry, pozostałości zamku w Świnach z zachowaną wieżą rycerską. 
W Barze pod Karłem, bo tak właśnie nazywa się zamkowa knajpka, zaplanowaliśmy naszą dalszą trasę. 
Kilka razy już byłem na zamku w Bolkowie i mam do niego sentyment. 
Lecz muszę przyznać, że ta wizyta była wyjątkowa i z nieukrywaną niechęcią opuszczaliśmy te zabytkowe ruiny.

   

Wkrótce mieliśmy okazję przejeżdżać w pobliżu wspomnianych wyżej ruin w Świnach. Jest to miejscowość, która leży na głównej trasie z Legnicy do Jeleniej Góry, tuż przed Bolkowem. Potężny gmach wieży rycerskiej dumnie wznosi się na pagórku, ponad wioskowymi zabudowaniami. Nie sposób go nie zauważyć.

   

Tuż za Świnami odbiliśmy z głównej drogi w lewo i skierowaliśmy się na Groblę. Jest to bardzo ładnie położona wioseczka, na Pogórzu Kaczawskim, z dala od ruchliwych tras, wśród pagórków i lasów. Niewielka, rozproszona wieś, o luźnym układzie zabudowań, ulokowana w dolinie, w obrębie malowniczego, przełomowego odcinka rzeki Nysy Małej w pobliżu rezerwatu przyrody "Nad Groblą". I co ciekawe przejeżdżając przez miejscowość ma się wrażenie, że czas się tu zatrzymał. I w tym właśnie tkwi jej urok. Nawet asfalt się kończy w pewnym momencie i chcąc jechać dalej trzeba przygotować się na jazdę drogą szutrową. My tak właśnie zrobiliśmy i nasza późniejsza trasa przebiegała właśnie „bliżej natury”. Byliśmy już w granicach Parku Krajobrazowego Chełmy
Chcieliśmy pojechać do Wąwozu Siedmicy, ale trochę pobłądziliśmy w lesie, nie zauważając, że znaki szlaku musiały odbić gdzieś wcześniej w lewo. Jadąc rowerem łatwiej jest popełnić taki błąd. 
W miejscowości Siedmica znów wskoczyliśmy na drogi gruntowe. I przez Jakuszową skierowaliśmy nasze wehikuły do Myśliborza, w pobliżu którego znajduje się kolejny, uroczy wąwóz. 
Pamiętam, że pędziliśmy z górki po drodze wysypanej kamieniami, gdy naszym oczom ukazała się para spacerująca z pieskiem i jakimś jeszcze zwierzątkiem. Ale czy aby na pewno pieskiem? Tak to bynajmniej wyglądało z daleka…

   

Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że to nie piesek, a mały dzik. Na dodatek w towarzystwie małego koziołka. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak sympatycznie wyglądały obydwa zwierzątka. Po krótkiej rozmowie z napotkanymi ludźmi okazało się, że to nie ich zwierzaki, i że od jakiegoś czasu, po prostu towarzyszą im w spacerku.

   

No i zaczęła się fotograficzna uczta… 
Doszliśmy do wniosku, że warchlaczek chyba stracił rodziców i wychowywał się w jakimś gospodarstwie w towarzystwie kóz. Zachowywał się jak pies. Biegał, a jak się go zawołało to machał radośnie ogonkiem… 
To zdjęcia, to filmiki, których głównymi bohaterami byli dziczek i koziołek Zajęło nam to tak dużo czasu, że pozostało go zbyt mało na zwiedzenie po raz kolejny Wąwozu Myśliborkiego.

   

W Myśliborzu trafiliśmy jeszcze tylko do sklepu, aby uzupełnić płyny. I ruszyliśmy przez Stary Jawor w drogę powrotną do Legnicy.. 

zapraszam do galerii:

 
Komentarzy (3) | 16.02.2009 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.