Niusy » Poznajemy Polskę na dwóch kółkach. » Dolny Śląsk na dwóch kółkach - wyprawa pierwsza

Dolny Śląsk na dwóch kółkach - wyprawa pierwsza

Dodał: Wiesław Kamiński (zenit)

 

Galeria fotoGaleria foto
Wracam do relacji z wypraw rowerowych, których pośrednim celem nierzadko są zamki i pałace. Chciałbym Wam pokazać trochę fotografii z perspektywy rowerzysty w cyklu „Dolny Śląsk na dwóch kółkach”. Pierwsza wspólna wyprawa rowerowa z Małgosią, podczas której pękła pierwsza setka to etap z Węglińca (przypadek?), przez Kliczków, Bolesławiec i Chojnów do Legnicy. Na pomysł aby zwiedzić zamek w Kliczkowie wpadła Małgosia, ja nawet nie wiedziałem o jego istnieniu.



Mieliśmy do dyspozycji mapę ”Bory Dolnośląskie”.
Plan był taki: jedziemy do Węglińca pociągiem, stamtąd do wspomnianego wyżej Kliczkowa a potem do Bolesławca na rowerkach i tam wsiadamy do pociągu powrotnego do Legnicy. Jednak w drodze zrodził się w mojej głowie śmiały pomysł aby całą drogę pokonać pedałując. Osobiście nie lubie być uzależnionym od masowej komunikacji i jeździć rowerem na czas, tak aby zdążyć na pociąg. Małgosia przyjęła mój plan z aprobatą…
Wyruszyliśmy z Węglińca drogą wzdłuż torów kolejowych przez Zagajnik, a potem szerokim leśnym duktem dotarliśmy do miejscowości Osiecznica, gdzie naszym oczom ukazała swój górski charakter malownicza rzeka Kwisa.

foto fotofotofoto

Niedługo potem siedzieliśmy już na zamkowym dziedzińcu.
Zamek Kliczków znajduje się w podbolesławieckiej wsi Kliczków, w gminie Osiecznica. Jadąc z Bolesławca w kierunku Gozdnicy, po 12 kilometrach dojeżdża się do rzeki Kwisy, nad którą położona jest wieś i zamek.
Zamek Kliczków (dawna nazwa: Klitschdorf) to odrestaurowana budowla, której historia sięga trzynastego wieku. Wtedy to książę świdnicko-jaworski Bolko pierwszy Surowy zbudował w Kliczkowie nad Kwisą graniczną warownię.

foto fotofotofoto
W kolejnych dziesięcioleciach zamek zmieniał właścicieli, a z końcem XIV wieku warownię zaczęto przekształcać w zamek-folwark. Rozpoczęła to dzieło rodzina von Rechenberg, która na kliczkowskich włościach pozostała przez trzy wieki. W drugiej połowie XVI wieku zamek doczekał się kompleksowej przebudowy w renesansowym stylu. W tamtym czasie był już zbudowany z kamienia i posiadał trzy kondygnacje. Mieściło się w nim 20 komnat, kuchnia, dwie balowe sale i kaplica. Wtedy też wzniesiono zabudowania gospodarcze: słodownię, browar, stajnię i powozownię. Rozbudowywany przez kolejnych właścicieli, rodzinę Solms-Baruth, zamek pod koniec XIX wieku otrzymał obecną swoją postać. Jego elementem jest również, stworzony wtedy, park w stylu angielskim. Ostatnia niemiecka rodzina na zamku Solms-Baruth straciła tę posiadłość w czasach II wojny światowej, po nieudanym zamachu na Hitlera. Członków rodziny aresztowano, skonfiskowano majątek i wywieziono bogactwa. To był początek końca ówczesnej świetności zamku. Po wojnie popadał w ruinę, a pożar pod koniec lat 40-tych całkowicie zniszczył dwa zamkowe skrzydła. Na początku XXI wieku zachowane jego części zostały w pełni odrestaurowane.

foto fotofotofoto


W zamku znaleźć można ślady nakładania się kilku stylów architektonicznych. W fasadach budynków i ich wnętrzach łączą się angielski gotyk, włoski renesans oraz niemiecki i francuski manieryzm. Całość dopełnia zamkowy park zaplanowany w stylu angielskim.
Na terenie parku znajduje się pozostałość cmentarza koni wierzchowych i wyścigowych, a wcześniej był tu również cmentarz psów.
Obecnie Zamek Kliczków pełni funkcję centrum hotelowo-konferencyjnego. Turyści mają tu do dyspozycji całodobową, pełną obsługę hotelową i gastronomiczną, obiekty sportowe i odnowy biologicznej. Zorganizowane zwiedzanie zamku z przewodnikiem odbywa się w soboty i niedziele o 12.30, 13.30, 15.00 i 16.30. Grupy zorganizowane mogą ustalać też inne terminy zwiedzania.

foto fotofotofoto

Na stałe w zamkowy kalendarz wpisane są imprezy związane z końmi i myślistwem. Początek maja to czas międzynarodowych zawodów jeździeckich i turnieju rycerskiego. Dzień świętego Huberta to z kolei myśliwskie Hubertusy w czasie, których odbywają się polowania i konkurencje jeździeckie.

Źródło: www.karkonosze.ws/...
(Pod podanym linkiem znajdziecie również filmik o zamku)

Piękna wiosenna pogoda i słońce zachęcały do dłuższego odpoczynku, ale chcieliśmy zrealizować nasz plan dotarcia do Legnicy na rowerach. Tak więc mała sesja fotograficzna, chwilka pod parasolką z napojem chłodzącym i ruszamy w dalszą drogę… 
I znów mieliśmy okazję wjechać na leśne dukty, a właściwie szlak rowerowy, poprowadzony wzdłuż granic poligonu. Chwilami bardzo przeszkadzało piaszczyste podłoże i utrudniało jazdę rowerem. Zdecydowaliśmy się, więc odbić w kierunku asfaltówki.
Przed godziną 15.00 byliśmy już w Bolesławcu. Tu krótka chwilka na odpoczynek…
Tiry skutecznie wybiły nam z głowy pomysł jazdy główną szosą w kierunku Chojnowa.
Wjechaliśmy na boczne dróżki i przez malowniczo położone wioseczki, wśród kwitnącego rzepaku dotarliśmy do Wilczego Lasu, w którym przy szosie stoi wielki krzyż milenijny. Jego imponujące rozmiary sprawiają, że jest charakterystycznym elementem krajobrazu.
Stąd musieliśmy jechać kawałek główną szosą (męczarnia) ale w krótce znów odbiliśmy w lewo, na drogi podrzędne. Przejechaliśmy przez Witków i dotarliśmy do Jerzmanowic gdzie stoi zabytkowy wiatrak.

foto fotofotofoto
W Jerzmanowicach, po lewej stronie drogi do Bolesławca, w odległości 3 km na zachód od Chojnowa, znajduje się zabytkowy drewniany wiatrak typu holenderskiego z pierwszej połowy XVIII wieku.
Wewnątrz zachowały się fragmenty urządzeń napędowych. Jest to unikatowy w skali Polski tego typu zabytek i pomnik techniki.
Na ceglanym ośmioboku wspiera się drewniana słupowa konstrukcja, która jest uwieńczona głowicą z czterema ramionami. Drewniana konstrukcja pokryta jest gontem, czyli drewnianą klepką.
Obiekt wpisany jest do rejestru zabytków klasy "0".
Obecnie w obiekcie tym, odrestaurowanym i zagospodarowanym, mieści się restauracja.
źródło: www.chojnow.pl/...
Tutaj sobie odpoczęliśmy troszkę dłużej. Czuliśmy już w nogach pokonany dystans. Do Legnicy pozostało jeszcze ponad 20 kilometrów.
Za Chojnowem minęliśmy magiczny „setny” kilometr a około godziny 21.00 byliśmy już w naszym rodzinnym mieście. I w  ten oto sposób zaczęliśmy nasze wspólne rowerowe wyprawy po Dolnym Śląsku.

Galeria foto

Gwiton

 
Komentarzy (3) | 14.01.2009 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.