Niusy » Wyprawy na grzyby - 2007 » Ponownie "kierunek Puszcza Niepołomicka”

Ponownie "kierunek Puszcza Niepołomicka”

Dodał: Wiesław Kamiński (zenit)

 
 Galeria foto - Zenit
Galeria foto - Robi
(Ponowne zamieszczenie niusa po awarii serwera data 2007-02-04 )
To był fantastycznie spędzony dzień. Kiedy w sobotnie popołudnie otrzymałem wiadomość od Zenita, że został zaproszony przez Borowika Ponurego w celu zwiedzenia kolejnego z rezerwatów znajdujących się na terenie Puszczy Niepołomickiej, nie mogłem sobie odmówić przyjemności spędzenia kilku godzin w towarzystwie ludzi kochających przyrodę


Zielonego szerszenia zostawiliśmy na parkingu, no powiedzmy, że to namiastka parkingu, ale oznaczony i przed granicą Puszczy. Po newsie zamieszczonym wcześniej celem naszym było odszukanie „grzyba", „narośli", który przynosi ukojenie w ciężkich stanach chorobowych. Sam byłem ciekaw, jak on wygląda, bo całkiem inaczej kiedy oglądamy na fotkach, przeglądamy galerie zdjęć, a całkiem inaczej ja zobaczymy w realu. Tym bardziej, że w umysłach naszych pozostaje przeważnie dobrze zrobione zdjęcie, a chodząc po lesie nie zdajemy sobie sprawy, że szukając „tego właśnie grzyba", on może mieć całkiem inne ubarwienie, całkiem inną formę budowy odbiegającą od tego, co oglądaliśmy wcześniej na zdjęciach.
Borowik Ponury pokazał nam czego mamy szukać, gdzie szukać, jak patrzeć żeby znaleźć. I znaleźliśmy. Co prawda tylko dwa egzemplarze, ale radość wielka była.
W drodze przez Puszczę Borowik P. wypatrzył jeszcze sosnę powaloną może przez wichurę, a na górnych gałęziach mnóstwo było jemioły, całe górne odnogi sosny obrośnięte jemiołą, i co ciekawe, że ponoć to również rzadkie zjawisko.
Kiedy uciekły ostatnie dzięcioły z pod obiektywu Zenita, kiedy pierzchła zza krzewów ostatnia serenka postanowiliśmy, że w końcu skierujemy się do rezerwatu.
Przyznam, że byłem trochę zaskoczony kiedy Borowik Ponury stwierdził, że już jesteśmy na terenie rezerwatu. Żadnych zmian jeżeli chodzi o otoczenie, świeżo ścięte drzewa, mnóstwo miejsc zrytych przez dziki, pusto i jakoś nie tak. Choć dęby niektóre fantastycznie majestatyczne, ale widać było rękę ludzką. Po drodze żadnej, ani jednej tabliczki, nawet takiej najmniejszej informującej o tym, że jesteśmy na terenie rezerwatu.
Kiedy wychodziliśmy na łąki, zobaczyliśmy splantowane łąki, przygotowane pod budowę autostrady - może 100 metrów od brzegu rezerwatu.
Czyżby tu był jakiś cel aby nigdzie nie było tabliczek z informacją?
Cel tej wycieczki został osiągnięty. Borowik naprowadził, pokazał i udało się odnaleźć włóknouszka, nie wiem czy dobrze piszę nazwę tego grzyba.
Mój guz na głowie jest coraz bledszy, jestem zadowolony bardzo z tej wyprawy.
Acha, jeszcze nam uciekły sprzed obiektywu fruwające sobie parami ptaszki, kurcze jak się one nazywają, kurcze nie pamiętam. :)
Zenit - dzięki za możliwość wycieczki
Borowiku Ponury - dzięki za pokazanie rezerwatu, za pyszną kawę, gościnę i za pyszne cukierki. :) Z pozdrowieniami Robert Król
 
Komentarzy (6) | 16.11.2007 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.