Niusy » Opowiadonia o grzybobraniach » Ostatnia w tym roku wyprawa na grzyby na Słowacką Orawę .

Ostatnia w tym roku wyprawa na grzyby na Słowacką Orawę .

Dodał:

 
 Galeria foto
Już w sobotę zaplanowaliśmy, że w niedzielę zrobimy sobie wycieczkę do
naszego ulubionego lasu (ceglasiowego), aby zakończyć jesienny sezon grzybowy. Wszak internetowa pogoda wskazywała na to, iż w Korbielowie będzie padał deszcz, a to przecież rzut kamieniem od naszego ceglasiowego lasu, ale nic to !


Nasz domowy budzik (Igorek) obudził nas jak zwykle o 6:00 rano, czyli o 5:00 czasu środkowoeuropejskiego, a zatem z haseł „śpimy o godzinę dłużej” nie dano nam niestety skorzystać. Kiedy wyjeżdżaliśmy z domu było ciemno i ponuro. Wszystko wokoło otulała gęsta mgła, zza której nie można było dojrzeć gór Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Wszędzie widać było tylko gęste, białe kłęby mgły ! Pocieszające było tylko to, że nie było za dużego ruchu na drogach i szybko dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy pierwsi na parkingu pod schroniskiem w Slanych Vodach, wynikało z tego, że jeszcze żaden grzybiarz tutaj nie dotarł o tak wczesnej porze, ani żaden amator zdobycia Babiej Góry nie dojechał. Przebraliśmy się w grzybiarskie ubiory i wyruszyliśmy do lasu. Po przebrnięciu błotnistej ścieżki doszliśmy do rydzowej miejscówki, w której było puściutko, niezrażeni niepowodzeniem poszliśmy dalej. Zaraz za potokiem znaleźliśmy pierwsze ceglasie, dla których Tomek tak chętnie jeździ te 100 parę kilometrów. A potem to poszło już lawinowo! Różnorodność grzybów zaskoczyła nas! Nie spodziewaliśmy się tego, że tak wiele gatunków grzybów uda nam się spotkać. Było jeszcze więcej borowików ceglastoporych w ogóle niezaczerwionych. Znalazły się trzy borowiki szlachetne w tym jeden pokaźnych rozmiarów, który był cały zdrowiuteńki (ten co trzyma w ręce Igorek)!!! Było mnóstwo pieprzników trąbkowych – żółtawych, sporo pieprznika ametystowego i cztery kurki. Spotkaliśmy różnego rodzaju kolczaki i bielaczki owcze. Były rydze świerkowe, rycerzyki czerwonozłote i inne grzybaski, których po prostu jeszcze nie znamy, dlatego nie zbieramy. Wydawało nam się, że rosły gąski zielonki, ale nie zbieraliśmy ich, bo nie byliśmy tego pewni. Jednym słowem nasz jesienny sezon grzybowy zakończyliśmy wspaniale. Do domu przywieźliśmy pełny kosz różnorodnych grzybasków, z których powstał pyszny sosik i zapełniły się kolejne słoiczki, bo w zamrażarce niestety miejsca jest już brak. Grzybki, póki mróz nie przyjdzie na pewno będą jeszcze rosnąć, prawdziwki też ! Szkoda, że my już nie będziemy mogli z tego skorzystać. Życzymy wszystkim grzybiarzom owocnych zbiorów tych do koszyka i na kartę i niech ten ostatni prawdziwek znajdzie się dopiero w grudniu. Przyjemnie będzie pooglądać sobie w słotne jesienne wieczory wasze galerie z udanych wypraw :).

Barbra
 
Komentarzy (10) | 28.10.2007 | Drukuj | Poleć znajomemu

Napisz komentarz:

Zaloguj się by dodać komentarz.